SWTOR – recenzja i wrażenia z gry

Stoisko na targach – jak je zaprojektować?

Bardzo ciekawa dyskusja rozpoczęła się po zamieszczeniu ostatniego newsa na temat wprowadzania przez BioWare kolejnego patchu. Wiele osób przedstawiło swoje argumenty za i przeciw grze oraz jej twórcom. Gra oczywiście ma swoje wady. Kiepska optymalizacja w momencie, kiedy na ekranie pojawia się więcej postaci, czy fatalne lagi są bolączką wszystkich graczy. Jednak należy oddać grze, iż stara się być jak najlepszą. W przenośni oczywiście, gdyż to jej twórcy chcą ją taką uczynić.

Nie chcę być tu stroną w dyskusji. Nie mam zamiaru popierać żadnej z frakcji, tak to nazwijmy. Uważam, że SWTOR ma wiele do zaoferowania. Ciekawa fabuła, zróżnicowane postacie, no i oczywiście fascynujące uniwersum. Można na własne oczy zobaczyć, jak działa Imperium oraz być jego częścią. Można również stanąć po drugiej strony barykady i bronić Republiki przed zakusami Sithów.

Do wyboru jest w sumie osiem klas, z których każda ma dodatkowe dostęp do jednej z dwóch zaawansowanych klas. Oczywiście można tu wysunąć argument, iż są one do siebie podobne, a dodatkowo Ciemna strona Mocy wydaje się być przez twórców faworyzowana, jednak wciąż są one różnorodne. Poza tym, ciężko obecnie wyjść z propozycją nowej, przełomowej klasy postaci. Producenci i developerzy boją się innowacji. Można to zobaczyć w większości MMORPG. Taka jest niestety smutna prawda. Mamy do dyspozycji tanka, DSP-a, healera i kogoś od kontroli tłumu z buffami. Plus miks powyższych. Ciężko się wybić poza podobny schemat.

W dyskusji padł argument, iż grając można spokojnie w krótkim czasie osiągnąć 50 level, po którym gra już nic nie oferuje. Fakt, strefy PvP pozostawiają jeszcze sporo do życzenia, jednak BioWare obiecywał to jak najszybciej poprawić. Kontrargumentem, z którym nawiasem się zgadzam, był fakt, że gra jest stworzona dla szerokiego spektrum graczy. Również tych, którzy poświęcają jej kilka godzin tygodniowo, a nie dziennie. Dla nich rozrywką jest przede wszystkim warstwa fabularna, odkrywanie wszelkich tajemnic i penetrowanie (jakkolwiek to nie brzmi) każdego zakamarka galaktyki. Pomijając już aspekt udźwiękowienia dialogów, co uważam za mistrzostwo świata, gra oferuje całą masę questów, które gwarantują świetną zabawę.

Fakt, gra jest droga, nie ma co ukrywać. Nie mamy niestety wpływu na politykę wydawcy względem cen. Można się na nią nie godzić, jednak nie mamy wtedy możliwości gry (logiczne). Uważam, że na razie za wcześnie jest, by wyrokować czy SWTOR skończy się za pół roku czy dziesięć lat. Gra jest jeszcze tak na prawdę w powijakach i sporo czasu musi minąć nim w pełni rozwinie skrzydła, nie zrobi tego jednak bez graczy. Pocieszające jest to, że BioWare słucha graczy i stara się odpowiadać na ich potrzeby. Możliwe, że wkrótce znikną problemy lagów i problemów ze slide showem, gdy na ekranie mamy więcej niż pół tuzina postaci. Do tego czasu jednak warto chyba zacisnąć zęby i cieszyć się resztą zawartości, która mimo swych niedociągnięć, jest pozycją, której można poświęcić czas bez późniejszego marudzenia, iż się ten czas straciło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.